sobota, 16 lipca 2016

Zapomniana Tekla Bądarzewska i Modlitwa Dziewicy

Pozwalam sobie zamieścić artykuł Andromedy opublikowany na świetnym blogu "Kobiety i Historia" - link do żródłowego tekstu na końcu wpisu. O ilu polskich artystach nie wiemy nic albo bardzo mało? O ilu polskich artystach w ogóle nie słyszeliśmy, a mieli lub mają znaczący wpływ na kulturę światową? No właśnie, dlaczego...? /wg/

Tekla Badarzewska-Baranowska
Teklo, gdzie jesteś?
Nikt dotąd nie napisał o niej książki ani nie przygotował do publikacji jej utworów. Tekla Bądarzewska to jeden z bardziej zadziwiających przykładów na to, jak łatwo gubiły się w historii losy nieprzeciętnych kobiet.
Tekla żyła w Warszawie nie tak znów bardzo dawno temu, bo w drugiej połowie XIX wieku. Była zwyczajną dziewczyną, potem żoną i matką. Umarła młodo, miała niewiele ponad 30 lat, ale w tamtych czasach nie było w tym nic aż tak niezwykłego. Jej życie przeszłoby bez echa, jak życie tysięcy innych kobiet, gdyby nie "Modlitwa dziewicy". Miniatura fortepianowa, która napisała, i która niemal z miejsca stała się światowym hitem. Dokładnie tak, hitem, i to jeszcze za życia Tekli, o czym ona w ogóle nie miała pojęcia! Komponowała swoje utwory, niańcząc dzieci i gotując obiady dla męża w kuchni mieszkania na warszawskich Nowolipkach. Wydała kilka miniatur własnym sumptem, za parę kopiejek, w maleńkim nakładzie stu czy dwustu egzemplarzy. Później niespecjalnie się do tego paliła, bo w nielicznych recenzjach jej utworów poważni, brodaci krytycy wyśmiali prymitywizm amatorskich, ich zdaniem, próbek muzycznych. Potraktowali ją tak, jak dziś recenzenci traktują wykonawców disco polo. Tekla pisała więc do szuflady, dla przyjemności, dlatego, że coś grało jej w duszy i domagało się, by zapisała to na nutowym papierze.
Modlitwa Dziewicy wyd.1854
Umarła tuż przed powstaniem styczniowym, bodaj w 1861 roku. Wtedy, gdy jej muzyka już zaczęła robić karierę w świecie. Ktoś zagrał "Modlitwę dziewicy" w Paryżu, ktoś zaczął pytać o autorkę, ktoś chciał mieć jej nuty. Paryski wydawca napisał do męża Tekli, prosząc o prawa do innych jej utworów. Dostał je, za niewielkie pieniądze, w tamtych czasach na twórczości artystycznej nie robiło się kokosów.
Grobowiec Tekli Bądarzewskiej na warszawskich Powązkach. Rzeźba Modlitwa dziewicy.
Ale zaraz potem Tekla podbiła świat. Dosłownie! Czy możecie sobie wyobrazić, że właśnie ona była najpopularniejszą kompozytorką czasów amerykańskiej wojny secesyjnej? Tak, to utwory Tekli grały w swoich salonach ubrane w szerokie krynoliny panny z białych domów plantacji amerykańskiego Południa, te wszystkie wymuskane, skrępowane gorsetami siostry Scarlett O'Hary.
Modlitwa Dziewicy w wykonaniu duetu Marek i Wacek.
https://www.youtube.com/watch?v=wCSw-5HOUFQ
Dziś z podobną ochotą "Modlitwę dziewicy" wykonują mali adepci sztuki pianistycznej - ten utwór to żelazny punkt ich programu, obok "Dla Elizy" czy "Sonaty Księżycowej". Ale wciąż raczej na świecie niż w Polsce. To Japończycy kilka lat temu wydali pierwszą płytę z utworami Tekli, to oni szukają o niej informacji.

My o Tekli zapomnieliśmy. Nie wiemy, co stało się z jej rodziną, nie znamy szczegółów jej życia, a nawet dokładnej daty urodzenia. Nie wiemy, co lubiła, z czego się śmiała ani nawet jak wyglądała. Został po niej grób na warszawskich Powązkach i nuty pięknych melodii. Dziękujemy, Teklo.
Autor: Andromeda.
Tekst żródłowy: Kobiety i Historia
Polecam także tekst "Szukając Tekli" opublikowany w 2011 r. w Newseek-u: 
newsweek.pl/styl-zycia/szukajac-tekli,81393,1,1.html
Zdjęcia pochodzą ze strony: dowgwillo.nl/Muzyka%20Polska/Badarzewska.html

sobota, 24 października 2015

Najbogatsi Ludzie w Historii Świata

1. Mansa Musa I -14 król imperium  Mali od  1312 do 1337. Majątek oparty na handlu i podbojach szacowany na około 400 miliardów dzisiejszych dolarów.

2. John D. Rockefeller (1839-1937), USA - ropa naftowa. Majątek szacowany na 340 miliardów dolarów.
3. Andrew Carnegie (1835-1919), USA, z pochodzenia Szkot - hutnictwo, pisarz i filantrop.  Majątek szacowany na około 310 miliardów dolarów.
4. Mikołaj II Aleksandrowicz Romanow (1868-1918) - ostatni car Rosji. Majątek szacowany na około 300 dzisiejszych miliardów dolarów.
5. Asaf Jah VII (1724-1948) - król muzułmańskiego księstwa Hajdarabad, dzisiejsze płd. -wsch. Indie.  Jego majątek u szczytu bogactwa liczony jest na dzisiejsze 230 miliardów dolarów.
6. Jakub Fugger (1459-1525), Niemcy - przetwarzanie i handel metalami w Europie, polityka. Majątek szacowany na 221 miliardów dzisiejszych dolarów.
7. Wilhelm I Zdobywca (1028-1087), król Anglii i książe Normandii. Jego majątek liczony jest na około 209 miliardów dolarów, po uwzględnieniu inflacji.
8. Mu’ammar al-Kaddafi (1942-2011) - głównie ropa naftowa i "dotacje" zachodnich banków. Majątek szacowany na około 200 miliardów dolarów.
9. Henry Ford (1863-1947) - motoryzacja. Jego majątek po uwzględnieniu inflacji wynosił ok. 199 miliardów dzisiejszych dolarów. Znany z poglądów antysemickich, był przyjacielem Hitlera.
10. Cornelius Vanderbilt, 1794-1877) -  koleje, parowce. W dniu śmierci jego majątek wynosił około 100 milionów dolarów, co przy uwzględnieniu inflacji daje dziś ok. 185 miliardów $.
Trudny do oszacowania jest majatek rodziny Rothschildów. Nie udostępniają oni danych finansowych swoich trustów, a dodatkowym problemem jest liczebność rodzin, a tym samym potencjalnych spadkobierców.  
Nathaniel Philip Rothschild
U  Rothschildów ta liczba to kilkaset osób.  Z pewnością jednak w powyższym zestawieniu zajęliby jedno z głównych miejsc.
Żródła: onet.pl, Wikipedia, forbes.pl.
Zdjęcia: civilization.wikia.com, Wikipedia, celebritynetworth123.com

niedziela, 20 września 2015

Bractwo Św. Krzysztofa w Tyrolu

Pierwszy barwny, bogato zdobiony herb szlachecki noszący zawołanie Sulima, którym pieczętowali się m.in Zawisza Czarny z Garbowa i ród Sułkowskich, znajduje się w księdze Bractwa Św. Krzysztofa /niem. Bruderschaft St. Christoph/ na przełęczy Arlberg w austriackim Tyrolu. Pochodzi z około 1415 roku. Skąd się tam wziął?
Bruderschaft St. Christoph, kaplica
Żeby to wytłumaczyć trzeba się cofnąć kilka stuleci wstecz do…pastucha świń Henryka Findelkind. Jest rok 1386 i alpejska przełęcz Arlberg stanowi jedyne połączenie pomiędzy jez. Bodeńskim i doliną górnego Renu, a stolicą Tyrolu Innsbruckiem. Praktycznie było to jedyne, w miarę dogodne połączenie pomiędzy dzisiejszymi płd-zach Niemcami, a Rzymem. W miarę dogodne, ponieważ przełęcz leży na wysokości ok. 1.800 metrów, a lawiny i zamiecie śnieżne w tym miejscu były i są chlebem powszednim. Współcześnie sezon narciarski trwa tam niemal okrągły rok, a wjazd zimą samochodem często jest niemożliwy lub zakrawa na próbę samobójczą.

Strome zbocza przełęczy w 14. wieku okazywały się nader często ostatnim widokiem dla ówczesnych podróżników: kupców, rycerzy i prostych ludzi. Wspomniany świniopas Henryk Findelkind /po polsku podrzutek/, widząc niejedną ludzką tragedię postanowił ratować ludzi, którzy zabłądzili lub byli ranni i chorzy. Sam uratował 50 ludzkich istnień. Arcyksiążę Leopold III Habsburg zezwolił na zbudowanie w tym miejscu hospicjum i kaplicy. Patronem zawiązanego bractwa został św. Krzysztof, patron podróżnych. Wkrótce zgodnie z ówczesnym kodeksem rycerskim nakazującym udzielanie pomocy osobom w potrzebie, szeregi bractwa zasiliło blisko 4 tys. znamienitych osób z Tyrolu, Niemiec, Czech, Węgier i Polski. Członkiem Bruderschaft St. Christoph mógł zostać każdy, wystarczył jednorazowy datek lub zobowiązanie się do stałej jałmużny. 
Prezydent Rosji Władymir Putin w Bruderschaft St. Christoph
Wśród darczyńców byli Polacy, którzy zapewnie podróżowali przez przełęcz Arlberg, w związku z soborem w Konstancji: wspomniany Zawisza Czarny, dworzanin Zygmunta Luksemburskiego Andrzej Balicki, kasztelan wiślicki Piotr Rpiszka i podkomorzy krakowski Gniewosz z Dalewic. Imiona i herby darczyńców zapisywano w specjalnej księdze – Wappenbücher. Artyści i rzemieślnicy opiekujący się księgą swoją prracę uważali za wkład w rozwój bractwa. Z biegiem lat herby stawały się więc coraz kunsztowniejsze, kolorowe.
Pod koniec 19. wieku działalność bractwa w związku z rozwojem kolei i budową tunelu przestała być tak istotna. Tym niemniej Bruderschaft St. Christoph działa do dzisiaj i zrzesza, jako „Association of Christian charity” blisko 20 tys. członków. Są wśród nich tak znamienite osobistości, jak król Hiszpanii Juan Carlos, królowa Holandii Beatrix, politycy z pierwszych stron gazet oraz gwiazdy sportu i kultury. Zebrane środki przeznacza się na pomoc ofiarom wypadków drogowych. W 2011 roku przeznaczono na ten cel 11,5 mln Euro.
Wojciech Gatz
, 2012.
Zdjęcia autor.

piątek, 18 września 2015

Wybitni Polacy w Cesarstwie Austro-Węgier

Cesarstwo Austro-Węgier coraz bardziej odchodzi w zapomnienie. Ginie też pamięć o znamienitych Polakach, którzy żyli i tworzyli w naddunajskiej stolicy i w innych miastach ówczesnego cesarstwa.
Kazimierz Filip hrabia Badeni 
Austriacy do dzisiaj pamiętają zasługi króla Sobieskiego, ale kto wie, że to właśnie Polacy  pod koniec XIX wieku kierowali ich państwem. Premierem rządu Austrii i ministrem spraw wewnętrznych był prawnik Kazimierz Filip hrabia Badeni (1846-1909). Były starosta Żółkiewski i namiestnik Galicji. Urząd premiera Austrii sprawował w latach 1985-97 i został zdymisjonowany przez cesarza Franciszka Józefa po tym, jak wprowadził w Czechach równouprawnienie języka czeskiego i niemieckiego.
W czasie jego premierostwa resortem skarbu zawiadywał inny Polak, Julian Dunajewski (1821-1907), prorektor Uniwersytetu w Pradze i były prezydent Krakowa. 
Przeprowadził na tym stanowisku reformę systemu podatkowego; za pomocą bardziej elastycznego opodatkowania udało mu się zrównoważyć budżet, wprowadził m.in. podatki pośrednie oraz podwyższył cła od kawy oraz podniósł ceny wyrobów tytoniowych.
Swoje losy z Polską i Austrią związał także Tadeusz Rittner. Ten wybitny dramaturg urodził się w 1983 roku we Lwowie lecz od młodzieńczych lat związany był z Wiedniem.
Przez 10 lat w Wiedniu przebywał słynny Artur Grottger. Mieszkali i tworzyli tu także Henryk Rodakowski, Gottlieb, Wieniawski i Paderewski. Jan Kiepura doczekał się swojej ulicy oraz popiersia w operze. Nad Dunajem spędził dwa lata Karol Szymanowski.
Być może i obecnie, bardziej wnikliwe badania nad Polonią wiedeńską dostarczą
nam nowej wiedzy o dorobku jej przedstawicieli na przestrzeni całego XX wieku,
włączając do istniejących publikacji również materiały odnoszące się do lat
1950-2000. Do opracowania pozostało bowiem wiele życiorysów związanych z polskim uchodźstwem nie tylko w Wiedniu, ale i na terenie innych miast tej alpejskiej republiki.
Wojciech Gatz
Zdjęcia: domena publiczna.

wtorek, 15 września 2015

Arystokratyczni Mordercy i Dewianci

Gwałcili, zabijali, ćwiartowali, a nawet pożerali żywcem. Psychopatyczni mordercy, to nie wynalazek naszych czasów. W przeszłości wielu z nich było członkami arystokratycznych rodów, które na trwale zapisały się w historii nie tylko Europy.

Paranoiczny Habsburg

Don Julio i Markéta Pichlerova
Don Julius Caesar d’Austria (znany również jako Don Julio) miał w sobie cesarska krew Habsburgów. Nie przeszkodziło mu to w dokonaniu dwóch potwornych zbrodni. Urodził się w Pradze w 1586 roku i był nieślubnym synem synem Rudolfa II cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego i króla Czech. Paranoiczne skłonności być może odziedziczy po swoim cesarskim ojcu. Owładnięty satanizmem, na przemian z religijnym fanatyzmem Rudolf II, będąc w ostatniej fazie syfilisu po nieudanej probie zabicia jednego ze swoich urzędników targnął się na swoje życie. Tez zresztą bez powodzenia. Syn był już bardziej skuteczny. W 1606 roku własnoręcznie zamordował swojego sługę. Kara był krótkotrwały pobyt w klasztorze i...tytuł markiza wraz z wspaniałym zamkiem w Českým Krumlovie na dokładkę. Tam Don Julio oddawał się swojej pasji zabijania. Na razie ćwiczył na wypychanej ubitej przez siebie w trakcie polowań zwierzynie.

Dwa lata po pierwszym morderstwie, podczas karnawału Julius poznał córkę miejscowego chirurga i balwierza, Markétę Pichlerovą. Zwabił ją do zamku, by następnie dopuścić się na niej brutalnego gwałtu. Nieszczęsnej udało się jednak uciec. Rozwścieczony markiz uwięził jej ojca, jako zakładnika. Dziewczyna wróciła, ojciec został co prawda uwolniony, ale ona przypłaciła swoje poświecenie życiem. W dniu 17 lutego 1608 Julius zamordował Markétę, okaleczył i poćwiartował ciało, wydłubał jej oczy oraz odciął uszy. Morderca przeżył swoja ofiarę tylko o rok. Zmarł w areszcie domowym na wrzód gardła 25 czerwca 1609. Czy był "ofiara" Habsburgów, którzy od Joanny Szalonej, poprzez liczne związki wewnątrz-rodowe często miewali dysfunkcje psychiczne?Z pewnością był dewiantem, podejrzewano go o schizofrenie i zaburzenia psychoseksualne i dzisiaj, tak jak 400 lat temu, też prawdopodobie uniknął by kary.

Francuski bohater narodowy seryjnym mordercą


O wiele bardziej odrażającym osobnikiem był żyjący 2 wieki wcześniej francuski arystokrata, ba - nawet bohater narodowy - Gilles de Rais. Urodził się w 1404 r. w Machécoul, w okolicy pogranicza Bretanii i Poitou. 
Po śmierci rodziców, jako nastoletni chłopiec nalazł się pod opieką swego ojca chrzestnego, Jana z Craon, który był kimś w rodzaju skrzyżowania polityka z bandytą. Otarł się o dwór delfina Karola Walezjusza i zaczął służbę, jako jeden z dowódców pod Joanną d'Arc w kampanii w 1429 r. Te momenty życia Gilles,a jednak mniej nas interesują. Tym bardziej, ze historycy nie są zgodni co do jego zasług na polach bitew,a panteonie francuskich bohaterów narodowych figurują także nazwiska morderców z Vandei. Tym niemniej podczas koronacji Karola VII nadano mu tytuł marszałka. Po wojnie 100-letniej odszedł z wojska i zaczął oddawać się ziemskim uciechom, marnotrawiąc przy tym majątek. Zaczął eksperymentować z okultyzmem (skąd my to znamy!), a szczytowym efektem tych praktyk był związek z człowiekiem o nazwisku Francesco Prelati. Wmówił on Rais, że może odzyskać majątek poświęcając dzieci...demonowi zwanemu "Barron".
Efekt był przerażający. W 1440 roku w postępowaniu sądowym udowodniono francuskiemu arystokracie zgwałcenie, torturowanie i zabicie od 80 do 200 ofiar obu płci, w wieku 8-16 lat. Psychopata preferował chłopców, ale zadowalał się też młodymi dziewczętami, gdy zbrakło tych pierwszych. Opisy zbrodni były tak drastyczne, ze sąd nakazał wykreślenie z protokołów wielu szczególnie rażących zeznań. Rais wpadł przez przypadek. 15 maja 1440 r. porwał księdza o imieniu Jan le Ferron, a biskup z Nantes wszczął w tej sprawie energiczne śledztwo. I tak po nitce do kłębka dokopano się okrutnej prawdy. Został stracony wraz ze wspólnikami 26 października tegoż roku. Ponieważ przyznał się do winy i okazał skruchę, cofnięto nałożoną na niego ekskomunikę. Mógł się wyspowiadać i uniknął tortur. Jego ofiary nie miały takiego przywileju.
Osobowość i notoryczne skłonności Rais stały się inspiracją dla wielu twórców. Wymieńmy romans historyczny "Katarzyna" autorstwa Juliette Benzoni, na podstawie którego nakręcono popularny w latach 80. XX w. serial telewizyjny. "Extreme Goth", metalowy zespół Cradle of Filth poświęcił mu całą płytę "Godspeed on the Devil's Thunder"... Cóż, de gustibus non est disputandum.

Elżbieta Batory - wampir z Siedmiogrodu

Dokonajmy ponownie skoku w czasie - tym razem do Siedmiogrodu. Jest rok 1566 i malutka dziewczynka o imieniu Elżbieta jest świadkiem przerażającego widowiska. Oskarżony o sprzedawanie dzieci Turkom Cygan zostaje żywcem zaszyty w brzuchu konia.
Czy to makabryczne widowisko miało wpływ na dalsze losy księżnej węgierskiej Elżbiety Batory? Chyba bardziej do legendy pięknej "Krwawej Hrabiny" przysłużyła się tajemnicza kobieta - Anna Darvulia. Elżbieta była okrutna dla służby. Pewnego dnia uderzyła jedną z sluzacych tak, ze krew z jej nosa zbryzgala twarz hrabiny. Ta spojrzawszy w lustro stwierdziła, że zniknęły jej zmarszczki. Darvulia wykorzystała złudzenie, jakiemu uległa jej pani i przekazała jej "starożytną mądrość": przez odebranie komuś krwi można przejąć fizyczne i duchowe cechy tej osoby. Aby w całości zobrazować atmosferę, w jakiej żyła hrabina, trzeba  wymienić jej męża Ferenca Nádasdy, który podzielał zamiłowanie żony do znęcania się nad służbą, a także jej ciotkę Karlę Batory. Była lesbijką, a po śmierci męża Elżbieta często uczestniczyła w organizowanych przez nią orgiach. 
Od tego czasu krwawe tortury i zbrodnie stały się niemal codziennością na zamku w Čachticach, w którym mieszkała. Znaleziony w komodzie hrabiny rejestr zbrodni, wskazywał ze śmierć z rąk Elżbiety i jej sług poniosło sześćset pięćdziesiąt osób! Podobno mordowała nawet wtedy, kiedy nie mogła już zejść z łózka, a jedna ze służących pożarła żywcem. 
Przypisywane jej zbrodnie były tak wielkie, ze cześć historyków zaczyna skłaniać się ku tezie, ze padła ofiara spisku. Jako bardzo inteligentna kobieta była sola w oku Habsburgów, którzy chcieli opanować cale Węgry. Jej kuzyn Thurzo być może wykorzystał psychiczne zaburzenia hrabiny podrzucając pod jej zamek zmasakrowane zwłoki dziewczyn i kobiet, stawiając wdowę w świetle podejrzeń. 
Bardziej prawdopodobna wydaje się jednak choroba psychiczna hrabiny, wynikająca z małżeństw pomiędzy członkami nieznacznej liczby tamtejszych możnych rodów. Do tego trzeba dodać skłonności do okultyzmu. Jak było, tak było, tym niemniej Elżbieta została skazana w 1611 na zamurowanie żywcem w komnacie własnego zamku. Po miesiącu znaleziono ja martwa. Jej postać jest kanwa dla wielu współczesnych utworów - literackich, muzycznych, a nawet komiksów. Walerian Borowczyk poświecił jej jedna z nowel filmowych  "Opowieści niemoralne". Kilka lat temu miała miejsce premiera filmu "Batory", w reżyserii Juraja Jakubisko, jednego z najbardziej poważanych słowackich twórców filmowych. To jak dotychczas najdroższa superprodukcja w krajach Europy Środkowej. Wspomina o niej również Joe Alex w powieści "Jesteś tylko diabłem". I ten tytuł niech będzie podsumowaniem.

Wojciech Gatz
Bibliografia: Miranda Twiss, Najwięksi zbrodniarze w historii
Wszystkie zdjęcia za Wikipedią

czwartek, 10 września 2015

Paryż - Magia i Śmierć

Paryż jest nie tylko stolicą miłości, ale bez żadnej przesady można nazwać to miasto także stolicą śmierci. Nie chodzi przy tym o katakumby pod wzgórzem Montparnasse, w których spoczywa 6 mln mieszkańców stolicy Francji, ale o praktyki okultystyczne, satanistyczne i wróżbiarskie.
Związane są z nadsekwańską stolicą od wieków, aż do czasów obecnych. Z usług okultystów (magów) korzystała już Katarzyna Medycejska (1519-1589) na królewskim zamku Vincennes. Nadwornym magiem królowej był biskup Civitavecchia, słynny Nostradamus oraz astrolog Cosimo Ruggieri. Ten ostatni znał się na amuletach, co bardzo było na rękę królowej. Chciała bowiem za wszelką cenę pozbyć się księcia Kondeusza i jego stronników: admirała De Coligny i Andelota. Cosimo sporządził ich figurki z brązu zaopatrzone w śruby – wzorowane chyba na garoccie. Każdego dnia mag przykręcał śruby coraz bardziej… Conde w roku 1569 zginął w trakcie bitwy pod Jarnac, Andelot został otruty, zaś Coligny żył jeszcze trzy lata i zginął w roku 1572 w noc św. Bartłomieja. Wiązanie ich śmierci z zabiegami maga byłoby jednak z pewnością dużą przesadą...
Paryż, donżon zamku Vincennes
Minęło kilka dziesięcioleci i afery wróżbiarsko-trucicielsko-polityczne osiągnęły szczyt za panowania Króla Słońce - Ludwika XIV. Paryż drugiej połowy XVII wieku, to był istny raj dla wróżek. Do czasu, kiedy w sprawę wmieszała się polityka. Na początku jednak zawinił alkohol, a w zasadzie jego nadmiar. Parające się różnymi praktykami okultystycznymi damy nad Sekwaną - tak jak dzisiaj – wykorzystywały skłonności mężów swoich klientek do alkoholu. Problem rozwiązywały jednak o wiele skuteczniej, niż ich współczesne odpowiedniczki. Petentki otrzymywały za stosowną opłatą flakonik z trucizną i było po sprawie. Niestety, jedna z czarownic Marie Bosse sama lubiła sobie nieźle golnąć i pijana w sztok na przyjęciu u zaprzyjaźnionego krawca zaczęła się przechwalać tym, że sprzedaje trucizny damom z arystokracji. Po nitce do kłębka nowy, ambitny szef policji Nicolas Gabriel de La Reynie, doszedł wpierw do królowej tego półświatka La Voisin. W jej domu w St. Denis odbywały się czarne msze, a w ogrodzie, w piecyku palono ludzkie płody. „Materiał” szarlatanka uzyskiwała z zakrojonych na szeroką skalę świadczonych przez siebie i inne plebejskie wróżki usług aborcyjnych. Z popiołów (plus oczywiście niezbędne dodatki, w tym głównie arszenik), ta szacowna niewiasta wyrabiała mikstury zwane „proszkami szczęścia”, które w zdecydowany sposób skracały życie wiarołomnym małżonkom, lub zbyt długo żyjącym rodzicom.
Zapłonęły stosy i zadyndały szubienice. W Bastylii i innych więzieniach znalazło się około 170 wiedźm. Afera sięgnęła na same szczyty. Okazało się, że z dobrodziejstw czarnej magii korzysta także pani de Montespan. Słynna królewska metresa za pomocą praktyk satanistycznych i zwykłego arszeniku, zapewniała sobie (we własnym mniemaniu) monarsze względy i już zupełnie realnie pozbywała się rywalek.
Mijają kolejne lata i trafiamy w wiek XIX. W 1857 roku ukazuje się „Księga duchów”, jej autorem jest Allan Kardec – nowy prorok i guru spirytyzmu. Nazwiskiem Kardec podpisywał tylko swoje książki, naprawdę nazywał się Hippolyte Léon Denizard Rivail. W epoce romantyzmu szybko zyskuje szerokie grono zwolenników. Pod jego wpływem byli tacy twórcy, jak: Wiktor Hugo, Teofil Gautier, Wiktoryn Sardou, czy Arthur Conan Doyle. Prawdziwość swojej teorii Kardec zweryfikował zapewne 12 lat po napisaniu „Księgi…”. Zmarł w 1869 i został pochowany na słynnym paryskim cmentarzu Père-Lachaise. Jego idee zapomniane w Europie, są do dzisiaj żywe w obu Amerykach.
Teraz trudno mówić o uśmiercaniu swoich oponentów za pomocą trucizny. Skrzynki pocztowe w Paryżu pełne są jednak ulotek od różnej maści szamanów i zaklinaczy deszczu, oferujących za parę euro rzucenie uroku na kogo trzeba, a grób Kardeca należy do najbardziej odwiedzanych na tutejszych nekropoliach.
Wojciech Gatz
Zdjęcia: Joan Joe/Paris.
Bibliografia: Riley Judith Merkle – „Czara wyroczni”

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Krzyżacki Zamek Bierzgłowski pod Toruniem

„Ta zbrojna tłusza, która naszła Ziemię Chełmińską zdobyła na Krzyżakach i spaliła zamek Bergelow, a splądrowawszy kraj cały, wielką liczbę chrześcijan uprowadziła w niewolę” – tak pisał Długosz o zdobyciu przez Jaćwięgów zamku w Bierzgłowie.
Zamek Bierzgłowo, to jedna z najstarszych obronnych budowli Krzyżackich. Położony na terenie gminy Łubianka, 17 km na północny zachód od Torunia przeżywał od swojego zarania burzliwe dzieje.
Krzyżacy ropoczęli budowę murowanego zamku na skraju pradoliny Wisły prawdopodobnie już w II połowie 13. wieku. W roku 1270 w Bierzgłowie osiadł kontur Arnold von Kropf z konwentem (ok. 12 zbrojnych rycerzy i 6 duchownych. Za jego panowania zamek przeżył oblężenie Jaćwięgów. Ich wodza Dziwana strzałem z kuszy zabił sam komtur.
Zamek Bierzgłowski
W 1410 roku bierzgłowska twierdza została zdobyta przez wojska króla Władysława Jagiełły. Po roku na mocy ustaleń pokoju toruńskiego wrócił jednak w granice państwa krzyżackiego. Bierzgłowo stopniowo traciło na znaczeniu, jako ośrodek administracyjny. Powodem był dynamiczny rozwój pobliskiego Torunia. W 1415 Krzyżacy rozwiązali tutejszą komturię.
W 1454 roku podczas wojny trzynastoletniej zamek dostał się w ręce Związku Pruskiego. Król Kazimierz Jagiellończyk zamierzał go zburzyć, obawiając się, że po klęsce pod Chojnicami ponownie zajmą go Krzyżacy. Królewskiego rozkazu z niewiadomych przyczyn nie wykonano.
Zamek Bierzgłowski
W 1466 roku za zasługi wojenne zamek otrzymał Jan Czigenhalz, a 8 lat później stał się własnością miasta Torunia, w zamian za oddany królowi Zygmuntowi I zamek w Świeciu.
W 16. wieku miały miejsce 3 wielkie pożary. Zamek jednak częściowo odbudowano.
W 1769 roku miała tu miejsce bitwa między konfederatami barskimi zajmującymi zamek a wojskami rosyjskimi wspieranymi mieszczanami toruńskimi. Obrazu zniszczeń dopełnił kolejny pożar w 1782 roku. W połowie 19. wieku prywatny właściciel odbudował skrzydło południowo-zachodnie i wieżę bramną. Przed wybuchem I wojny światowej przeprowadzono rekonstrukcję według projektu Conrada Steinbrechta.
Odbudowę zamku kontynuowała Kuria Biskupia Diecezji Chełmińskiej, która przejęła zamek w 1929 roku. W 1936 roku w obecności prymasa Augustyna Hlonda dokonano uroczystego otwarcia w zamku Domu Rekolekcyjnego.
Po drugiej wojnie światowej mieścił się tutaj dom opieki społecznej. Od 1992 roku właścicielem zamku jest Diecezja Toruńska, pod opieką której po dziś dzień trwają prace restauratorskie.
Zamek Bierzgłowski. Tympanon z początku XIV wieku.
W murze północnym zamku wysokiego znajduje się pochodzący z ok. 1300 roku portal z ceramicznym trójpolowym tympanonem o niepewnej ikonografii (postać jeźdźca na koniu, której towarzyszą 2 rycerze). Ta najstarsza zachowana rzeźba na terenie Prus zaliczana jest przez niektórych historyków do najcenniejszych dzieł ceramicznej plastyki średniowiecznej Europy.
Wojciech Gatz
Zdjęcia: Elżbieta Fazel.