sobota, 16 września 2017

Auatriacki gwóźdź we włoskim bucie

Walka o zjednoczenie Tyrolu - "Szybciej oddamy Wiedeń niż Tyrol" (Reinhold Messner)

Innsbruck, stolica austriackiego kraju (Land) Tyrolu
Olbrzymi posąg Mussoliniego na koniu stojący przy elektrowni między Brixen a Bozen w północnych Włoszech wyleciał w powietrze w nocy z 30 na 31 stycznia 1961 roku. Tak zaczęła się ostatnia walka Tyrolczyków o jedność swojego kraju. Wysadzenie posagu „Al Genio Del Fascismo” było jednak tylko przygrywką. O wiele bardziej spektakularne akcje miały dopiero nastąpić.
Dornenkrone von Telfs, Tirol, Austria. Korona cierniowa - obelisk symbolizujący podział Tyrolu.
Photography Prints
Cicha i skrywana przed Europa wojna domowa pomiędzy państwem włoskim, a zamieszkującymi Alpy Górnej Adygi Ladenami (Retoromanie uważający się za ludność pierwotną) i Tyrolczykami (Austriacy) toczyła się od 1919 roku. Rdzenna ludność Tyrolu, to blisko 1 mln osób. Posiada własną odrębną historię, język i kulturę. Tragedią dla Tyrolczyków był dokonany po I wojnie światowej podział ich kraju i włączenie Południowego Tyrolu do Włoch, co spowodowało głęboki i wieloletni konflikt narodowościowy i polityczny. Region ten często zresztą zmieniał przynależność państwową. 
Podział Tyrolu - stan obecny
W roku 1805 Tyrol dostaje się pod panowanie królestwa Bawarii, mimo powstania ludności pod dowództwem Andreasa Hofera. Z kolei w roku 1809 Tyrol podzielono na trzy części, aby w roku 1814 ostatecznie powrócił do cesarstwa austriackiego. Rok 1919 to następna zmiana - Południowy Tyrol zostaje przyznany Włochom i ta sytuacja trwa po dzień dzisiejszy. To oczywiście w olbrzymim skrócie, bo historia Tyrolu jest bardziej skomplikowana. Stolicą całego Tyrolu jest austriacki Innsbruck. Południowy Tyrol zwany Górną Adygą graniczy z Austrią, Niemcami i Szwajcarią. Około 70% ludności, to Austriacy.
Pomnik Andreasa Hofera na wzgórzu Bergisel w Innsbrucku
Photography Prints
Andreas Hofer (1767-1810), symbol jedności Tyrolu, tyrolski bohater narodowy, przywódca powstania przeciwko Francuzom i Bawarczykom w czasie wojen napoleońskich. Ten zwykły karczmarz spuścił lanie Napoleonowi w bitwach pod Bergisel w 1809 roku o czym niektórzy współcześni historycy chcieliby raczej zapomnieć.
Italianizacja Południowego Tyrolu
Po przyłączeniu do Włoch nastąpiła italinizacja, ktora szczególnie w okresie rządów Mussoliniego przybrała represyjny charakter. W tym czasie używany przez miejscową ludność strój tyrolski oraz język niemiecki był zabroniony, nauczycieli i oporną ludność wysiedlano do Niemiec i Europy wschodniej. 
Kanonik Michael Camper. Za: sdcinematografica.com
Metodycznie osiedlano w tym kraju Włochów z biednych rejonów poludnia. W 1953 r. sprawy zaszły już tak daleko, że kanonik Gamper, znany ksiądz i bojownik o prawa narodu z Bozen, wygłosił publicznie ostrzeżenie:
„Z roku na rok gwałtownie zmniejsza się odsetek ludności rdzennej wobec niesamowitego przyrostu liczby imigrantów. Omalże z matematyczną pewnością możemy wyliczyć moment, kiedy już nie tylko w obrębie stworzonego w celu zmajoryzowania nas regionu, lecz także w obrębie ściślejszych granic naszego kraju, stanowić będziemy bezbronną mniejszość. I to na obszarze, gdzie jeszcze niedawno Włosi stanowili tylko trzy procent ogółu ludności. To jest droga ku zagładzie, na której my Południowi Tyrolczycy znajdujemy się od 1945 r. i podążymy nią dalej, jeśli w ostatniej chwili nie nadejdzie ratunek.”
Pod koniec lat 50. i na początku 60. cierpliwość się wyczerpała. Rozgorzała walka o wolność.
Weißer Turm - Biała Wieża (wł. Bressanone), Trydent-Górna Adyga, prowincja Bolzano, Włochy. Najstarsze miasto Tyrolu i stolica religijna tej krainy.
Sell Art Online
W 1959 r. zarówno w Północnym jaki i Południowym Tyrolu oraz w całej Austrii, obchodzona była 150 rocznica wybuchu powstania tyrolskiego przeciwko Napoleonowi. Na każdej uroczystości sławione były bohaterstwo, odwaga i ofiarność Tyrolczyków z dawnych lat. Doprowadziło to w końcu do tego, iż nastrój buntu ogarnął cały kraj. Coraz głośniej domagano się prawa do samostanowienia i odłączenia się od Włoch, a żądania te były popierane przez ponad 90 procent ludności, jak wówczas ustalił w wyniku przeprowadzonych badań nie budzacy podejrzeń o stronniczość polityczną Instytut Badania Opinii Publicznej Allensbacher. W tych okolicznościach, po zakończeniu uroczystości ku czci przywodcy powstania z XIX wieku, Andreasa Hofera w Sterzing, odbyło się spotkanie czołowych dzialaczy: Georga Klotza, Jörga Pichera, Luisa Amplatza i innych, podczas którego – zgodnie z wolą przeważającej części ludności – założono Komitet Wyzwolenia Południowego Tyrolu (BAS – Befreiungsausschuß Südtirol), w celu przeforsowania prawa do samostanowienia, w ostateczności także z wykorzystaniem prawa do aktywnego oporu.
Od początku żywiono przeświadczenie, ze rząd włoski podejmie rozmowy tylko poprzez zewnętrzną i wewnętrzną presje. W dniu 27 stycznia Włosi podczas rokowań w Mediolanie pod auspicjami ONZ jednoznacznie odrzucili przedstawione przez austriackich dyplomatów zadania autonomii. Następne spotkanie ministrów spraw zagranicznych w maju w Klagenfurcie tez nie przyniosło efektów. Bojownicy o wolność Południowego Tyrolu, którzy byli już przygotowani na taką ewentualność, wysadzili w powietrze w nocy z 25 na 26 maja 1961 r. w dolinie Kanaltal, między Travis a Pontafel, jeden dźwigar wiaduktu kolejowego. Ta spektakularna akcja spowodowała sześciogodzinne opóźnienie wyjazdu włoskiego ministra spraw zagranicznych Segni’ego. To było nowe ostrzeżenie, ale nie ostatnie.
Brenner Autobahn - Autostrada Brennerska, Łączy Innsbruck (autostrada A12) z przełęczą Brenner i dalej z Modeną we Włoszech czyli południowy Tyrol z północnym.
W nocy z 12 na 13 lipca 1961 r. (tzw. „Noc Serca Jezusowego”) przeprowadzono najbardziej spektakularny atak. Ponad 40 olbrzymich masztów wysokiego napięcia ważnych energetycznych linii przesyłowych i szereg innych obiektów zostało wysadzonych w powietrze, wskutek czego zostało prawie całkowicie sparaliżowane zasilanie w energię elektryczną okręgu przemysłowego Bozen. Równocześnie zostały rozesłane do polityków i redakcji gazet na całym świecie tysiące listów zawierających apele bojowników o wolność i prośby o pomoc.
Włosi byli ta akcja kompletnie zaskoczeni, a napływowa ludność włoska zaczęła uciekać na południe kraju. Zaczęły się masowe aresztowania w kręgu tych Południowych Tyrolczyków, którzy byli znani policji, jako szczególnie patriotycznie usposobieni. Wielu z nich zostało poddanych najcięższym torturom. Bezpośrednio wskutek tortur zmarli Franz Höfler i Anton Gostner, a Sepp Kerschbaumer, „mózg” ruchu oporu, kilka miesięcy później.
Sepp Kerschbaumer. Grafika za: suedtiroler-freiheit.com
Dziesiątki torturowanych, którzy przeżyli, pozostały dotkniętymi kalectwem, z czego część ciężkim. Na tle protestów, również międzynarodowych, w 1963 r. ma miejsce w Trydencie proces najgorszych oprawców. Karabinierzy zostają uniewinnieni z uzasadnieniem, że wprawdzie dopuscili się torturowania, jednak w imię służby ojczyźnie!
Tyrolczycy odniesli jednak częściowy sukces. Problem Południowego Tyrolu stal się znany na całym świecie. Chociaż nie zostało przeforsowane prawo do samostanowienia, lecz tzw. „Pakiet dla Południowego Tyrolu” z 1972 roku. W instytucjach i urzędach można posługiwać się językiem niemieckim i włoskim. W szkołach dzieci rozpoczynają naukę w języku niemieckim. Naukę języka włoskiego rozpoczyna się od klasy drugiej. Na ulicy słychać głównie język niemiecki. Po zamachach terrorystycznych i wprowadzeniu autonomii, rząd włoski rozpoczął również szerokie uprzemysłowienie tego regionu, co zdecydowanie wpłynęło na poprawę sytuacji materialnej tutejszej ludności, która wcześniej utrzymywała się głównie z rolnictwa. 
Herb Południowego Tyrolu
Obecnie region ten, dzięki rozwojowi turystyki należy do najbogatszych we Włoszech. Sytuację częściowo złagodziło także członkostwo Włoch i Austrii w Unii Europejskiej.
Faszystowskie symbole z czasów rządów Mussoliniego są częste w Południowym Tyrolu. Tu  faszystowski orzeł na portalu tunelu w Bozen w Południowym Tyrolu. Natomiast hasło obecnych "nacjolalistów" tyrolskich, to „Tirol Patrioten sind keine Nazi-Idioten“ czyli Tyrolscy patrioci, to żadni Nazi - idioci. Fot. za suedtiroler-freiheit.com

Na tym jednak nie koniec. W czerwcu br. z okazji 200. rocznicy powstania Tyrolczyków przeciwko wojskom napoleońskim wiceprzewodniczący austriackiej Rady Narodowej, poseł nacjonalistycznej partii FPÖ Martin Graf, ponownie zażądał powrotu Tyrolu Południowego do Austrii. Chce aby w tej sprawie przeprowadzić referendum. Zadania Grafa poparly wszystkie separatystyczne partie południowotyrolskie. Wypowiedź Grafa została ostro skrytykowana przez oficjalne czynniki austriackie. Politycy sobie, a ludność swoje. W austriackim Tyrolu na każdym kroku spotkać można rzeźby o symbolice przedstawiającej rozdarcie Tyrolu. Reinhold Messner, wybitny himalaista, pierwszy zdobywca korony Himalajów,pytany czy czuje się Włochem czy Austriakiem, odpowiada zdecydowanie i prosto: "Jestem Tyrolczykiem". Jeden z tyrolskich działaczy na obchodach rocznicowych we włoskim Bolzano bez ogródek stwierdził, ze prędzej oddamy Wiedeń niż Tyrol.
Wojciech Gatz. 
Fot. Elżbieta Fazel, domena publiczna i wskazane w tekście.
© Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie bez zgody autora zabronione.

sobota, 9 września 2017

Ulmer Spatz, czyli wróbel w garści niż gołąb na dachu

Notatki z podróży - ciekawostki historyczne

Pod koniec 14 wieku do budowy słynnej katedry w Ulm (Ulm Minster) potrzeba było wielu belek. Niestety, te zwożone do miasta często nie mieściły się w wąskich miejskich bramach. I tak burmistrz po dyskusji z samym sobą i miejskimi rajcami zdecydował, że najprostszym wyjściem będzie.. zburzenie bramy.
Ulmer Spatz, jako uliczny szyld
Na całe szczęście dla miejskich murów pewien chłopiec zaobserwował, jak wróbel zmierzający do gniazda przez wąski otwór trzyma w dziobie żdźbło trawy nie w poprzek, a wzdłuż. I tak budowniczowie naśladując wróbla, oszczędzili mury. Potrzeba i obserwacja natury  jest matką wynalazku! Wdzięczni mieszkańcy czym prędzej zamieścili figurę wróbla na dachu katedry -Ulmer Spatz.
Gotycka iglica Ulm Minster. Gdzieś tu jest wróbel...
Photography Prints
Tak mówi legenda spisana wierszem w 1842 roku przez Carla Hertzoga, która choć piękna, to nie wystawia jednak najlepszego świadectwa o kondycji umysłowej ówczesnych notabli miejskich. Prawda jest  bardziej prozaiczna.
Ulmer Spatz na dachu katedry w Ulm. Wróbel czy gołębica? Fot. Joachim Köhler
Figura, a w zasadzie figurka wróbla została po prostu ufundowana przez co zamożniejszych mieszkańców, którzy chcieli uwiecznić swoje imię dla potomności. W założeniu miała to być gołębica trzymająca w dziobie gałązkę oliwną. Tak, jak w biblijnej historii o Arce Noego.
Dzielnica Rybacka (Fischerviertel) w Ulm i oczywiście wróbelek
Artysta się nie popisał i ledwo widoczny ptaszek na wieży bardziej niż gołębia przypominał  wróbelka. Stał się przedmiotem kpin oraz powszechnej wesołości mieszkańców i ... ich symbolem oraz samego Ulm do dzisiaj. Mieszkańców tego naddunajskiego miasta w niemieckim landzie Badenia-Wirtembergia nazywa się "Ulmer Spatzen". Zresztą nie tylko ich. Pełno tu nazw związanych z wróblami i ich figurek.
Polecam również O krawcu, który chciał latać
Wojciech Gatz.
Fot. Elisabeth Fazel.

wtorek, 5 września 2017

O krawcu, który chciał latać: Albrecht Berblinger

Notatki z podróży - ciekawostki historyczne

Ratusz w Ulm (Badenia-Wirtembergia, Niemcy) jest bardzo ciekawą budowlą wybudowaną w 1540 roku, położoną w pobliżu słynnej gotyckiej katedry Ulmer Münster.
Ratusz w Ulm
Przepiękna, jedyna w swoim rodzaju fassada ozdobiona jest freskami autorstwa niemieckiego artysty Martina Schaffnera, a ich tematyką są między innymi alegorie cnót i przywary ludzkie, sceny batalistyczne oraz XIX-wieczne posągi elektorów.
Ratusz w Ulm i piramida
Photography Prints
Nie o tym jednak chcę pisać. Wewnątrz ratusza znajduje się model pierwszej w Europie "lotni" - machiny latającej, skonstruowanej przez miejscowego krawca (Schneider von Ulm), Albrechta Berblingera. Urodził się 24 czerwca 1770 roku w Ulm w wielodzietnej rodzinie. Po śmierci ojca w wieku 13 lat trafił do sierocińca. Chciał zostać zegarmistrzem ale w ochronce przekonano go, a w zasadzie zmuszono do nauki zawodu krawca. 
Machina latająca Berblingera na znaczku pocztowym NRD
Nie porzucił jednak zamiłowania do mechaniki i w wieku 21 lat skonstruował pierwszą sztuczną kończynę stawu. 
W wolnych chwilach często obserwował lot sowy. Zamarzył o tym, żeby latać, jak ona. Zaczął konstruować pierwszą machinę latającą, co nie spodobało się miejscowej gildi, która nałożyła nawet na niego karę. Praca "na własną rękę" już wówczas nie była w modzie. Trzeba było być zrzeszonym.
Niezrażony Berblinger zainwestował w projekt cały swój majątek, a Król Fryderyk I Wirtemberski zainteresowany jego pracą wsparł wynalzcę kwotą 20 ludwików.
Pierwsza próba lotni - szybowca miała mieć miejsce w dniu 30 maja 1811. Data ta jest o tyle istotna, bo obserwatorem był sam król Wirtembergii w asyście swoich synów i następcy tronu Bawarii. Berblinger jednak zrezygnował z pokazu, twierdząc że machina jest uszkodzona.
Ulm Adlerbastei - miejsce 2 próby Berblingera. Fot. Michael Vogt.
Następnego dnia ponowił próbę w wyższym miejscu - w Adlerbastei (Orli Bastion). Tym razem króla już nie było. Może i dobrze ponieważ na znak dany przez policjantów Berblinger wystartował i ...wylądował w Dunaju. Nieszczęśnika wyratowali miejscowi rybacy.
I tak nieszczęsny krawiec z Ulm stał się obiektem kpin i symbolem nieudacznika. W całej Szwabii wśród ludu krążyła rymowanka, która miała udowodnić, że człowiek który chce latać jak ptak musi skończyć źle i to za przyczyną...diabła:
"Der Schneider von Ulm
hat's fliegen probiert,
da hat ihn der Teufel 
in die Donau geführt."
Najbardziej jednak znaną formą literacką nt.  krawca-marzyciela i zarazem genialnego mechanika z Ulm jest wiersz z 1934 roku autorstwa Bertolta Brechta zatytułowany - jakże by inaczej -  "Der Schneider von Ulm". Antagonistą wynalazcy jest tu biskup, który twierdzi że "człowiek nigdy nie będzie latać". 
No, cóż. Biskup z wiersza Brechta się pomylił. To co nie udało się Berblingerowi, udało się  kilkadziesiąt lat później Otto Lilienthalowi. 
A pechowy pionier lotnictwa z Ulm zmarł  28 stycznia 1829 w miejscowym szpitalu. Stał się symbolem wynalazcy - marzyciela i pechowca. Niektóre współczesne analizy wykazały, że dla swoich prób wybrał po prostu złą pogodę. Inne, że skonstruowana przez niego lotnia nie miała prawa lecieć. 
Do dzisiaj po niemieckim Ulm jeździ tramwaj nazwany Albrecht Berblinger, a niemieckie stowarzyszenie Deutsche Gesellschaft für Luft- und Raumfahrtmedizin corocznie przyznaje nagrodę jego imienia dla szczególnie wyróżniających się młodych wynalazców w dziedzinie lotniczej medycyny ratunkowej.
Polecam również O wróblu na dachu w Ulm
Wojciech Gatz
Zdjęcia: oldthing.de, domena publiczna, Elisabeth Fazel.

środa, 30 sierpnia 2017

Karner - Kaplica Śmierci - Greding Bawaria

Ciekawostki historyczne z podróży

Na początek trochę wiedzy encyklopedycznej: Karner (z łac. carnarium), to kaplica grzebalna w formie dwukondygnacyjnej, w której górna kondygnacja służyła uroczystościom pogrzebowym i mszom za zmarłych, zaś dolna stanowiła miejsce pochówku, często gromadziła szczątki kostne ze zlikwidowanych grobów.
Wejście do karneru na cmentarzu w Greding
Karnery budowano w czasach romańskich i wczesnego gotyku, zwłaszcza w krajach południowo-niemieckich (Styria, Bawaria, Szwajcaria), rzadziej w północnych Niemczech, a także w Czechach, północnych Węgrzech (dzisiejsza Słowacja) i na Śląsku (dzisiejsza Polska).
Martinsbasilika i średniowieczne mury obronne w Greding, Bawaria
Art Prints
Przykładem karneru (chociaż dość nietypowego) może być Kaplica Czaszek w Kudowie-Zdroju i prezentowana tu kaplica Michaelskapelle (Beinhaus) w niemieckiej miejscowości Greding w Bawarii, a dokładniej w środkowej Frankonii.
W Kaplicy Śmierci, Michaelskapelle w Greding, Bawaria
Sell Art Online
Znajduje się na cmentarzu przylegającym do kościoła, a w zasadzie bazyliki pw. św. Marcina (Martinsbasilika).  Karner Michaelskapelle (12 wiek) jest miejscem spoczynku doczesnych szczątków 2,5 tys. (!) ludzi, które zaczęto tu składować z powodu przepełnienia cmentarza od początku 14 wieku.
Karner w Greding - szczątki 2,5 tys. ludzi
Rzeźba cmentarna, Greding
Termin karner symbolicznie używany jest także dla określenia miejsca charakteryzującego się śmiercią i destrukcją.
Greding, zdjęcie zrobione w pobliżu cmentarza
Wersja angielska Tutaj
Wojciech Gatz.
Fot. Elisabeth Fazel.

środa, 23 sierpnia 2017

Cud Eucharystyczny w Seefeld in Tirol

Jest początek 14. wieku, do kościoła parafialnego w austriackiej miejscowości Seefeld in Tirol wchodzi z hukiem grupa rycerzy w zbrojach. Trwa właśnie Komunia Święta.
Kościół pod wezwaniem św. Oswalda w Seefeld in Tirol
Przywódca zbrojnych, pan tej ziemi, rycerz Oswald von Mils nie chce czekać pokornie na swoją kolej. Jest na to za dumny, chce przyjąć Komunię natychmiast i to pod postacią największego opłatka, tego który jest symbolem całej Eucharystii. Ponagla ostro księdza, ten się broni. Nie śmie jednak odmawiać, bo zna zapalczywość swojego władcy i gdy zaczyna podawać mu Eucharystię do ust, pod rycerzem  zaczyna zapadać się podłoga. Przerażony Mils krzyczy, błaga o ratunek i chwyta się kamiennego stołu ofiarnego.
Obraz "Wunder der Bluthostie" w kościele w Seefeld in Tirol. Dzieło austriackiego artysty Joerga Koelderer (1465/70 - 1540)
Art Prints
Kamienie w jego rękach zaczynają jednak topić się i rozgrzewać  do czerwoności. Ksiądz bierze opłatek z jego ręki i zaczyna żarliwie się modlić. I staje się kolejny cud. Opłatek zaczyna krwawić, tak jak ciało Chrystusa. Wszystko jednak wkrótce wraca do normy.
Kościół w Seefeld in Tirol. Ołtarz główny - miejsce wydarzenia.
W cuda możemy wierzyć lub nie. Jednak do dzisiaj w kościele pod wezwaniem św. nomen omen Oswalda w Seefeld możemy oglądać w prezbiterium ślady tego wydarzenia. Odcisk stóp Milsa w podłodze i nadtopiony kamień stołu ofiarnego.
Za prawdziwością cudu przemawia też dalszy los butnego rycerza, który błagając Boga o wybaczenie za swoją zapalczywość i nie okazanie szacunku Eucharystii, zamknął się w Klasztorze cystersów w Stams, w dolinie rzeki Inn.
Klasztor Cystersów w Stams
Photography Prints
Tam, żyjąc jak prosty mnich zmarł 2 lata później. Prosił aby pochować go pod kamienną posadzką przed wejściem do Blut Kappele, żeby ludzie mogli "deptać" jego niegodne doczesne szczątki.
Klasztor Stams. Wejście do Blut Kappele. Czy to jest właśnie grób Oswalda von Mils?
Kościół w Seefeld in Tirol od tego czasu stał się miejscem licznych pielgrzymek.
Wojciech Gatz.
Fot. Elisabeth Fazel.
© Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie bez zgody autora zabronione.

sobota, 19 sierpnia 2017

Jan Dantyszek – ojciec polskiej dyplomacji

"Pragnę wedle swoich sił nie dopuścić do tego, bym stał się powszechną przyczyną zgorszenia" - pisał Anno Domini 1539 Mikołaj Kopernik do Biskupa Warmińskiego Jana Dantyszka. Papier jest cierpliwy, przyjmie wszystko, nawet małe kłamstwo wielkiego astronoma. Bo Kopernik zatrzymał słońce ale nie udało mu się mimo grania na zwłokę zatrzymać w Fromborku miłości swojego życia, Anny Schilling. W starciu z jednym najpotężniejszych ludzi tamtej epoki był bez szans.
Trudno zacząć opowieść o Janie Dantyszku. Na pewno był człowiekiem wybitnym, człowiekiem renesansu, któremu dane było przeżyć życie na kilka sposobów. Kim więc był Jan Dantyszek, nazywany ojcem polskiej dyplomacji? 
Był skutecznym posłem i ambasadorem, nie wahającym się uciekać do nieczystych arkanów tej profesji, jakimi są przekupstwo i szpiegowanie. W młodości kochał wino, kobiety i śpiew - był aktywnym członkiem krakowskiego Towarzystwa Orżalców i Opilców. Znał wszystkich możnych ówczesnej Europy, chociaż prawdopodobnie nie był pochodzenia szlacheckiego. Był duchownym katolickim sprzyjającym trendom reformacyjnym w Kościele, by pod koniec życia jako biskup przejść na stronę ortodoksji. Zawsze jednak był poetą i to jednym z najwybitniejszych w 16-wiecznej Europie. Kochał Polskę i króla, był wiernym przyjacielem. W elegii "Do Grynei" ukazywał Dantyszek siebie jako wędrowca. I był nim w rzeczywistości. Pisał również o własnej bezsiności wobec Kupidyna: ...Amor zwycięża mnie wciąż, z nim tak nierówny jest bój. /przekład. K Jeżewska/.
Jan Dantyszek nosił pseudonim Flaschbinder - powroźnik, co było związane z profesją jego dziadka. Przyszedł na świat 1 listopada 1485 roku w Gdańsku, gdzie jego rodzina osiadła po zakończeniu wojny trzydziestoletniej. Z miejscem urodzenia związane jest zresztą jego nazwisko rodowe - łac. Dantiscus - Dantyszek. Jego ojciec Jan zajmował się piwowarstwem, handlem zbożem i powroźnictwem. 
Rodzina Dantyszka, mimo że liczna była dość majętna, co pozwoliło kształcić najstarszego syna na uniwersytecie w Greifswaldzie /obecnie płn.-zach. Niemcy/, skąd Jan po roku przeniósł się na Akademię Krakowską. W Krakowie studiów również nie ukończył i po uzyskaniu bakalaureatu rozpoczął karierę dworską. Uważał chyba, że praktyka jest ważniejsza od nauki, ponieważ po uzyskaniu w 1505 roku zasiłku na dalsze studia we Włoszech od króla Władysława Jagiellończyka odbył podróż po Europie, a następnie udał się do Palestyny i Arabii. 
Przełomem w jego karierze politycznej był rok 1515, kiedy to asystował królowi Zygmuntowi Staremu w zjeździe wiedeńskim. Jak na 30 - latka uczestnictwo w spotkaniu króla Polski z Władysławem Jagiellończykiem i cesarzem Maksymilianem I Habsburgiem było sporym wyróżnieniem. Następne lata, to dla Dantyszka pasmo samych sukcesów. Pozostał na dworze Maksymiliana I, jako poseł króla polskiego. To zapewne w Innsbrucku, do którego cesarz przeniósł swój dwór Habsburg zapoznał się z twórczością poetycką dyplomaty Zygmunta Starego. Musiała mu ona przypaść do gustu ponieważ Maksymilian I przyznał mu wieniec laurowy, najwyższą nagrodę literacką dawnych czasów, takiego ówczesnego Nobla z literatury. Z jego rąk otrzymał też szlachectwo oraz tytuł doktora obojga praw. Później szlachectwem hiszpańskim obdarzył go także cesarz Karol V.
Herb Jana Dantyszka, który otrzymał od cesarza Maksymiliana I Habsburga w 1516 roku.
W latach 1522-23 odbył kolejną podróż po Europie i spotkał się m.in. z królem Anglii Henrykiem VIII , posłował na dwory w Niemczech, Węgier i Holandii . W następnym roku rozpoczął zakończoną sukcesem misję mają na celu zajęcie w imieniu królowej Bony majątku po zmarłej Izabelli Aragońskiej i odzyskania księstwa Bari. Kolejnym państwem, w którym Dantyszek był posłem była Hiszpania. Zajmował się przede wszystkim sprawami  tureckimi i stosunkami polsko - krzyżackimi. Zadaniem tych misji było pokrzyżowanie prób przymierza Habsburgów z Moskwą oraz przeciwdziałanie regeneracji zakonu krzyżackiego. Dzięki jego pracy Polska zawarła ponad 20 traktatów międzynarodowych i znacząco umocniła swoją pozycję w Europie. Ostatnim zadaniem Dantyszka było poselstwo do króla rzymskiego Ferdynanda Habsburga w sprawie małżeństwa króla Zygmunta Augusta z Elżbietą Habsburżanką.
Zamek Ambras w Innsbrucku, na którym z pewnością często gościł Dantyszek
Art Prints
W 1525 roku król Zygmunt Stary doceniając jego działalność przyznał mu tytuł stałego ambasadora Polski na dworze cesarskim. Był to pierwszy taki tytuł w historii Polski. Jako pierwszy wprowadził szyfry do polskiej korespondencji dyplomatycznej. Dantyszka można więc uznać za ojca polskiej dyplomacji. Skuteczność dyplomaty Zygmunta Starego wiązała się m.in. z jego usposobieniem i umiejętnością zjednywania sobie ludzi. Do cesarzy Maksymiliana i Karola V miał wolny wstęp. Jako człowiek niezwykle towarzyski, zjednywał sobie nie tylko koronowane głowy ale i luminarzy kultury europejskiej. Był przyjacielem m.in. Erazma z Rotterdamu, Filipa  Melanchtona, Ferdynanda Corteza, Baltazara Castiglione i wielu innych wybitnych postaci epoki. Lista jego korespondentów przekracza 300 nazwisk.
Jak przystało na humanistę nie stronił od uciech życiowych. W Krakowie wraz z przyjaciółmi /m.in. biskupem Andrzejem Krzyckim/ założył Towarzystwo Opilców i Oźralców - bibones et comedones. Podczas swojego pobytu w Hiszpanii związał się z Izabelą del Gada, z którą miał dwoje dzieci. 
Karierę dyplomatyczną na własne życzenie definitywnie zakończył w 1532 roku. Rok później przyjął święcenia kapłańskie i uzyskał godność biskupa chełmińskiego by po czterech latach objąć bardziej intratne biskupstwo warmińskie. W tym okresie swojego życia coraz bardziej zwracał się ku ortodoksji katolickiej. Podlegał mu jako kanonik w Fromborku Mikołaj Kopernik. W książce „Znani {nie}znani” pod redakcją Joanny Sabak opisana jest historia konfliktu biskupa z wielkim astronomem, który zresztą był jego lekarzem. Rzecz poszła o kobietę. Kanonik Kopernik zamieszkał bowiem pod jednym dachem z piękną niewiastą, młodszą od niego o ćwierć wieku, Anną Schilling. Biskup Dantyszek przyjął charakterystyczną postawę neofity /sam słał alimenty do Hiszpanii/ i nakazał Kopernikowi pozbycie się Anny. Mimo gry na zwłokę ze strony astronoma biskup dopiął swego. Schillingówna wyjechała do Gdańska i nawet po śmierci Kopernika nie mogła wrócić do Fromborka „aby nie kusić swoimi wdziękami innych braci”.
Jeżeli nawet był to konflikt, to nie na długo, bo 5 lat później  Mikołaj Kopernik swą pracę na temat trygonometrii płaskiej i sferycznej opatrzył wstępem biskupa Dantyszka, który zachęcał mlodzież do dokładnego przestudiowania tego dzieła. Zresztą wielu młodych ludzi zawdzięczała Dantyszkowi możliwość  kształcenia się. Biskup nie tylko zachęcał ich do nauki ale także hojną ręką fundował stypendia. W Lidzbarku Warmińskim, gdzie rezydował stworzył ośrodek nauki i sztuki z cenną galerią obrazów.
Mimo licznych obowiązków i ciągłych podróży Dantyszek nigdy nie zapomniał o twórczości. Był poetą niezwykle płodnym, napisał przeszło 8,5 tysiąca wersetów! Pisał po łacinie, co sprawiało, że jego utwory znane były w całej Europie. W 1535 roku ukazała się znacząca elegia "Jonasz prorok", która dała początek ruchowi anty reformatorskiemu. Pisał w zasadzie wszystko: utwory osobiste /Żywot Jana Dantyszka/, polityczne, elegie, peany, erotyki, a także hymny kościelne.
Biskup Jan Dantyszek, dyplomata, podróżnik i poeta zmarł w wieku 63 lat w Lidzbarku Warmiński. Został pochowany w archikatedrze we Fromborku. Przez całe swoje życie był konsekwentny. Jako bibosz był nie lada biboszem, jako dyplomata był podstępnym i skutecznym graczem, a jako dostojnik kościelny trzymał się twardo reguł swego stanu. W ostatnich wierszach uprawniał samokrytykę, pisząc że za bardzo ulegał pokusom życia, a jedyne co się tak naprawdę liczy, to Sztuka.

Wojciech Gatz
Źródła:
historycy.org, leksykonkultury.ceik.eu, wabrzezno.org, eduteka.pl, staropolska.pl, historiaolsztyna.bloog.pl
Zdjęcia: domena publiczna.

sobota, 16 lipca 2016

Zapomniana Tekla Bądarzewska i Modlitwa Dziewicy

Pozwalam sobie zamieścić artykuł Andromedy opublikowany na świetnym blogu "Kobiety i Historia" - link do żródłowego tekstu na końcu wpisu. O ilu polskich artystach nie wiemy nic albo bardzo mało? O ilu polskich artystach w ogóle nie słyszeliśmy, a mieli lub mają znaczący wpływ na kulturę światową? No właśnie, dlaczego...? /wg/

Tekla Badarzewska-Baranowska
Teklo, gdzie jesteś?
Nikt dotąd nie napisał o niej książki ani nie przygotował do publikacji jej utworów. Tekla Bądarzewska to jeden z bardziej zadziwiających przykładów na to, jak łatwo gubiły się w historii losy nieprzeciętnych kobiet.
Tekla żyła w Warszawie nie tak znów bardzo dawno temu, bo w drugiej połowie XIX wieku. Była zwyczajną dziewczyną, potem żoną i matką. Umarła młodo, miała niewiele ponad 30 lat, ale w tamtych czasach nie było w tym nic aż tak niezwykłego. Jej życie przeszłoby bez echa, jak życie tysięcy innych kobiet, gdyby nie "Modlitwa dziewicy". Miniatura fortepianowa, która napisała, i która niemal z miejsca stała się światowym hitem. Dokładnie tak, hitem, i to jeszcze za życia Tekli, o czym ona w ogóle nie miała pojęcia! Komponowała swoje utwory, niańcząc dzieci i gotując obiady dla męża w kuchni mieszkania na warszawskich Nowolipkach. Wydała kilka miniatur własnym sumptem, za parę kopiejek, w maleńkim nakładzie stu czy dwustu egzemplarzy. Później niespecjalnie się do tego paliła, bo w nielicznych recenzjach jej utworów poważni, brodaci krytycy wyśmiali prymitywizm amatorskich, ich zdaniem, próbek muzycznych. Potraktowali ją tak, jak dziś recenzenci traktują wykonawców disco polo. Tekla pisała więc do szuflady, dla przyjemności, dlatego, że coś grało jej w duszy i domagało się, by zapisała to na nutowym papierze.
Modlitwa Dziewicy wyd.1854
Umarła tuż przed powstaniem styczniowym, bodaj w 1861 roku. Wtedy, gdy jej muzyka już zaczęła robić karierę w świecie. Ktoś zagrał "Modlitwę dziewicy" w Paryżu, ktoś zaczął pytać o autorkę, ktoś chciał mieć jej nuty. Paryski wydawca napisał do męża Tekli, prosząc o prawa do innych jej utworów. Dostał je, za niewielkie pieniądze, w tamtych czasach na twórczości artystycznej nie robiło się kokosów.
Grobowiec Tekli Bądarzewskiej na warszawskich Powązkach. Rzeźba Modlitwa dziewicy.
Ale zaraz potem Tekla podbiła świat. Dosłownie! Czy możecie sobie wyobrazić, że właśnie ona była najpopularniejszą kompozytorką czasów amerykańskiej wojny secesyjnej? Tak, to utwory Tekli grały w swoich salonach ubrane w szerokie krynoliny panny z białych domów plantacji amerykańskiego Południa, te wszystkie wymuskane, skrępowane gorsetami siostry Scarlett O'Hary.
Modlitwa Dziewicy w wykonaniu duetu Marek i Wacek.
https://www.youtube.com/watch?v=wCSw-5HOUFQ
Dziś z podobną ochotą "Modlitwę dziewicy" wykonują mali adepci sztuki pianistycznej - ten utwór to żelazny punkt ich programu, obok "Dla Elizy" czy "Sonaty Księżycowej". Ale wciąż raczej na świecie niż w Polsce. To Japończycy kilka lat temu wydali pierwszą płytę z utworami Tekli, to oni szukają o niej informacji.

My o Tekli zapomnieliśmy. Nie wiemy, co stało się z jej rodziną, nie znamy szczegółów jej życia, a nawet dokładnej daty urodzenia. Nie wiemy, co lubiła, z czego się śmiała ani nawet jak wyglądała. Został po niej grób na warszawskich Powązkach i nuty pięknych melodii. Dziękujemy, Teklo.
Autor: Andromeda.
Tekst żródłowy: Kobiety i Historia
Polecam także tekst "Szukając Tekli" opublikowany w 2011 r. w Newseek-u: 
newsweek.pl/styl-zycia/szukajac-tekli,81393,1,1.html
Zdjęcia pochodzą ze strony: dowgwillo.nl/Muzyka%20Polska/Badarzewska.html